Historia nazwy dzielnicy Orunia.

oruniaKiedy wydarzyła się opisana historia dawne rejony Oruni nazywały się „Dębowa Góra” posiadaczami tych terenów było 5 braci i ich młodsza siostra Orana. Bracia ci byli wyjątkowo majętni, mimo iż nikt nigdy nie wiedział skąd oni posiadali takie bogactwo. Należeli do wyjątkowo dobrze zbudowanych, dzięki czemu w całej okolicy nie znalazł się żaden śmiałek, który by odważył im się przeciwstawić.

Siostra braci Orana była bardzo pilnowana przez braci i nie pozwalali jej opuszczać Dębowej Góry. W miarę jak stała się młodą dziewczyną, dostatek i wszelkiego rodzaju zabawki przestały jej starczać i zrozumiała, iż „Dębowa Góra” nie jest końcem świata. Bracia pod naciskiem Orany zgadzali się na wyjazdy do Gdańska w celu zrobienia zakupów. Orana wielokrotnie odwiedzała z braćmi Gdańsk i była pod wielkim wrażeniem budowanych tam kościołów i kaplic. Często odwiedzała kościoły w Gdańsku, gdy była z braćmi w Gdańsku. Zaprzyjaźniła się nawet z jedną mniszką „pokutnicą od Marii Magdaleny”. Orana dzięki tej znajomości zmieniła się zaczęła inaczej postrzegać świat i bardziej interesować się tym, co się wokół niej dzieje. Dowiedziała się od miejscowej ludności, co mówią ludzie o jej braciach. Ku jej zaskoczeniu nie były to rzeczy miłe. W okolicach „Dębowej Góry” nader często napadano na kupców przewożących towary do Gdańska. Z opowieści tych, którzy przeżyli było to 5 osiłków nader podobnych do siebie.

Orana zainteresowana tymi opowieściami bliżej zaczęła interesować się tym, co robią bracia, jako że była przeświadczona, iż trudnią się oni myślistwem w pobliskich borach. Pewnego dnia, gdy bracia poinformowali siostrę, iż wybierają się na polowanie Orana uznała, iż będzie śledzić braci by zobaczyć, co tak naprawdę robią. Zaraz po wyjściu braci przebrała się w wyjściowe odzienie i udała się za braćmi. Jakież było jej zdziwienie, kiedy zobaczyła, iż bracia udali się na gościniec i ukryli się w okolicznych zaroślach.

Kiedy nadjeżdżał wóz z kupcem, który spieszył spóźniony z Gdańska zaatakowali go i przywiązali kupca do drzewa. Spiesznie zawrócili wóz i wraz z związanym kupcem zawrócili z drogi by rozładować łupy.

Orane tak to przeraziło, iż postanowiła opuścić „Dębową Górę” i zostać pokutnicą by uprosić Boga, aby zlitował się nad jej braćmi i stali oni się kiedyś uczciwymi ludźmi. Tak jak była ubrana udała się do Gdańska by jak nad ranem jak otworzą bramy prosić siostrę przełożoną o miejsce dla siebie wśród mniszek.

Bracia nad ranem wrócili do domu i sądząc, iż ich siostra jeszcze śpi udali się do sobie tylko znanego lochu by schować skarby, które złupili. Kiedy zauważyli, iż ich siostra nie schodzi by zawołać ich na śniadanie zaniepokojeni zaczęli szukać siostry w domostwie. Kiedy niewiedząc, co się stało zaczęli szukać jej w okolicy i prosić, grozić czy obiecywać wysokie nagrody miejscowej ludności by wskazali jej miejsce pobytu. Niestety poszukiwania okazały się na próżno. Orana dla niech przepadła w ciągu jednej nocy.

Mijały lata bracia dalej zajmowali się swoim niecnym procederem wzbudzając strach kupców, którzy nocną porą przejeżdżali przez okolicę. Wszelkie próby i zasadzki na rozbójników nie przynosiły efektów. A bracia jeszcze bardziej z bezwzględnym okrucieństwem napadli na przejeżdżających kupców.

Orana złożywszy śluby zakonne jeszcze bardziej modliła się za swoich braci by dostali rozgrzeszenie. Po latach pobożność i uczciwość Orany została nagrodzona i mniszki wybrały ją sobie na przełożona.

Gdańszczanie widząc pobożność i oddanie mniszek zaczęli przynosić im w ofierze rozmaite dary. Z czasem uzbierały ich tyle, iż postanowiły zamówić u miejscowego złotnika relikwiarz na głowę św. Barbary.

Gdy kosztowny relikwiarz został ukończony Orana wybrała się w podróż do kaplicy zamku w Starogrodzie na ziemi chełmińskiej. Do trudnej drogi poprosiła o pomoc swojego spowiednika. Ten mimo swego wieku zgodził się na pomoc w tej ciężkiej podróży.

Ledwie wyjechali za miasto okazało się, iż po niedawnej wichurze wiele drzew zablokowało drogę. Przez co musieli zwrócić się do miejscowych chłopów o pomoc w odblokowaniu drogi. Kiedy wreszcie się udało odblokować drogę zapadał już zmierzch i trzeba było się spieszyć na najbliższy nocleg do świętego Wojciecha.

Im bliżej znajdowali się „Dębowej Góry” zwierzę popędzane przez starego mnicha robiło się bardziej nerwowe. Gdy tylko wjechali ku podnóża „Dębowej Góry” w rejon gdzie urodziła się i mieszkała Orana wróciły jej wspomnienia z tych rejonów jak mieszkała z braćmi. W pewnym momencie siedzącą wewnątrz wozu Orane przeszyła strzała wystrzelona z kuszy. Orana osunęła się w głąb wozu wraz z trzymanym w rękach relikwiarzu. Wtem z pół przytomnych rąk Orany został wyrwany silną ręką relikwiarz. Orana rozpoznała w oprawcy brata i odsłoniła kaptur. Bracia natychmiast rozpoznali w niej swoją siostrę i jak piorun rażeni odskoczyli od wozu.

Z rąk braci Orany wypadły wszelkie bronie, jakie posiadali. Zaczęli prosić o przebaczenie siostrę i błagać ja by nie odchodziła. Orana rzekła do mnicha, którego dziwnym cudem ominęła strzała jej braci. Jedź do Starogrodu, złóż relikwiarz i módl się za moja biedną duszę. Po tym rzekła ostatnie swoje słowa. Żegnajcie bracia i niech wam Bóg wybaczy, bo ja już to uczyniłam. Bracia z rozpaczy o mało sami się nie pozabijali powstrzymał ich mnich, który towarzyszył Oranie.

Bracia prosili mnicha by powiedział im jak zmyć winę jak przywrócić życie swojej siostrze. Mnich powiedział, iż Orana umarła dla świata teraz będzie żyć wiecznie, zaś zbrodni swej nie zmyjecie choćby te wielkie głazy, które tu leża każdy z was zataszczył na sam szczyt Dębowej Góry.

Bracia pozwolili mnichowi odjechać wraz z relikwiarzem przysięgając poprawę. Po odjeździe mnicha zajęli się pogrzebem zmarłej siostry. Kopali dla niej dzień i noc grobowiec na przeciwległym wzgórzu. Pochowali Orane wraz z wszystkimi kosztownościami, jakie posiadali, zasypali grób grubą warstwą ziemi i posadzili kilka młodych drzewek. Po pochowaniu siostry bracia zaczęli wtaczać potężne głazy z gościńca na szczyt Dębowej Góry.

Kiedy po jakimś czasie mnich wracał z Starogrodu do Gdańska zapytał miejscowa ludność, co się stało z pięcioma braćmi. Dowiedział się, iż nie żyją zmarli z potężnego wysiłku, jaki włożyli wtaczając głazy na Dębową Górę gdzie na jej szczyci padli z wycięczenia. Od tamtych czasów osada się mieszcząca w miejscu tych wydarzeń została nazwana Orana gdzie z biegiem czasu zmieniono nazwę na Orunia.

- - - -